About

Wieczór Wigilijny i zorze!

Witajcie w ostatni weekend mieliśmy przyjemność być na kolacji wigilijnej dla pracowników i całej firmy, w której pracuje mój mąż.

To w większości normalny zwyczaj, że pracodawca organizuje taki wieczór. Bardzo podoba nam się taki pomysł. Można poznać ciekawych ludzi, spróbować pyszne dania i chociaż na jeden wieczór zapomnieć o bolączkach dnia codziennego :)

Kolacja odbyła się w Icelandair Hotel Akureyri. Od naszego domu to około 5 minut drogi na pieszo. Jakby inaczej, przecież samochody zasypane śniegiem.

Najpierw przywitano wszystkich szampanem, chwila pogawędki przy stolikach i zaczynamy.

Kolację zaczęliśmy od wina i piwa. Świątecznego oczywiście.




Na początek w malutkim słoiczku zupa grzybowa. Była niesamowicie dobra! Mogłabym cały garnek takiej zupy zjeść! Zdecydowanie to było dla nas za mało!



Potem dostaliśmy talerz pyszności: wędzony łosoś, pasztecik świąteczny, pieczenie świąteczne. Nawet dokładnie nie jestem w stanie powiedzieć co jedliśmy :)



Tu z bliska. To po lewej ten pasztecik był z konfiturą z czerwonej cebuli.


Śledziki. W takich słoiczkach dostaliśmy zupę grzybową, której nie uwieczniłam. Bardzo ciężkie warunki do zdjęć. Ciemne pomieszczenie a nie chciałam razić za bardzo fleszem.


 W kieliszeczku świąteczny pączyk. Tak myślę. Bardzo słodki.


Śledziki szybko nam zabrali ze stołu niestety nie zdążyłam spróbować.




Potem mogliśmy zacząć nakładać sobie co chcemy. Od sałatek, surówek po pieczeń z jelenia.


Mój wybór to surówka, pieczeń z jelenia w sosie z czerwonego wina ( chyba ) , schab pieczony z chrupką skórką polany sosem grzybowym, słodkie ziemniaki i placek. 



Pyszności.


Tu trochę więcej ze stołu. Widać prażoną albo gotowaną cebulkę czerwoną, groszek i pieczenie.


Frytki, klopsy z wołowiny. Bardzo dobre ( mąż tak twierdzi), ziemniaki słodkie i sos.



Pieczenie.


I teraz to co ja lubię najbardziej czyli desery!



Mój wybór: w słoiczku mus z białej czekolady z kawałkiem ciasteczka i zielonego czegoś.
Ciastka francuskie, czekoladowe, creme brulee, lody, beza ze skyrem ( jogurt islandzki ) oraz miętą, bita śmietana chyba, ciastka kokosowe. Niebo w gębie.





Jadłam ile mogłam ale następnego dnia stwierdziłam, że to było za mało!

Jak mogę się domyślić nie była to tradycyjna kolacja wigilijna. Nie widziałam suszonych ryb, skaty i rekina. A szkoda. Byłoby to duże wyzwanie dla nas.

Ps. Z ręką na sercu mówię Wam, że Islandia zimą, zwłaszcza Islandia Północna jest strasznie ciężka do normalnego funkcjonowania. Bez odpowiedniego samochodu ciężko na przykład pojechać do pracy. Zawsze można na pieszo. Tylko u niektórych to nie wchodzi w grę. Można również autobusem. Gorzej tylko jak ten autobus nas wywiezie gdzieś skąd nie wrócimy.. Z łopatą już się zaprzyjaźniliśmy. 
Jeszcze musimy polubić te zamiecie i stosy śniegu wszędzie. Sztormy, które nas też już ugościły. 
Musimy polubić również nieogarnięcie urzędników ( każdy mówi co innego i wszystko jest w porządku, może w stolicy jest inaczej). Oraz to, że do nas nie wyśle się paczki z Polski bo naliczane jest cło. W różny sposób. Nie wiadomo w sumie jaki. Bo to co na stronach nie ma się w ogóle do rzeczywistości. 
Islandio, muszę mieć na Ciebie sposób! I proszę Cię, zlituj się nad nami jak będziemy się przeprowadzać do stolicy w najgorszy do tego okres! Chociaż żeby nas nie wyciągali z rowu. 



Kilka ujęć z ostatniej zorzy jaką fotografowałam. Godzina około 20.00. Całkiem wcześnie.













Wieczór Wigilijny i zorze! Wieczór Wigilijny i zorze! Reviewed by Michalina Na Islandii on 07:37 Rating: 5
Michalina Dzianach. Autor obrazów szablonu: Ailime. Obsługiwane przez usługę Blogger.